Opuszczony budynek stacji grójeckiej kolejki wąskotorowej fotografowałem kilka tygodni temu realizując projekt dla Wydziału Promocji Urzędu Gminy w Grójcu. Już wtedy, pomimo pięknej, słonecznej pogody widok stojącego niemal w szczerym polu dworca, zarośniętego od lat nie koszoną trawą i krzakami wzbudzał we mnie trudne do opisania emocje. Postanowiłem wrócić tu jeszcze raz ze sprzętem do zdjęć sferycznych i zrobić wirtualną prezentację tego, mającego zniknąć w niedalekiej przyszłości, malowniczego miejsca.

Okazja nadarzyła się niebawem, w ostatnich dniach lipca. Gdy dotarłem na miejsce, pomimo środka lata, zamiast błękitu nieba i pierzastych obłoków nad stacją kłębiły się szaro stalowe chmury, przez co dworzec wydawał się być jeszcze bardziej tajemniczy niż podczas mojej pierwszej tu wizyty.  Zmontowałem sprzęt i zabrałem się do pracy.

W pewnym momencie z wnętrza budynku zaczęły dochodzić dziwne jak na opuszczony obiekt dźwięki. Stukanie, pukanie, skrzypienie, a nawet jęki. Te ostatnie były prawdopodobnie już tylko wytworem mojej wyobraźni, która tworząc co chwilę nowe scenariusze możliwych zdarzeń wzbudzała we mnie narastający niepokój. Ślady wokół dworca świadczące o licznych tu libacjach nasuwały podejrzenie, że wewnątrz budynku jest pijacka melina. Miałem przy sobie dość drogi sprzęt, obawy przed jego utratą były zatem nad wyraz zasadne.

W przyspieszonym tempie robiłem ostatnie zdjęcia, gdy nagle drzwi dworcowego budynku otwarły się, a z za nich wyłonił się mężczyzna odziany w wzorzyste koszulę i spodnie, z kolczykiem w uchu, kucykiem siwych włosów spiętych z tyłu głowy i kartką papieru w dłoni.

Mężczyzna postał chwilę przyglądając mi się badawczo, następnie podszedł chwiejnym krokiem, wyciągnął rękę i powiedział:

-Stefan

Lekko zdziwiony odwzajemniłem uścisk.

– Andrzej
– A… Endriuu…, witaj Endriu, przepraszam za wygląd, wczorajszy jestem mocno, a ty co tu robisz?

Tak poznałem Stefana, ostatniego mieszkańca dworca kolejki wąskotorowej w Grójcu.

Stefan mieszka tu od 1954 troku, czyli od urodzenia. Doskonale pamięta okres dworcowej prosperity. Pokazuje, gdzie była sala kasowa, bufet, kolejowa apteka. Przywołuje obrazy z przeszłości

– O tu, w tej części dworca mieszkało kilka rodzin. Ja pierwszy miałem telewizor i jak były transmisje z Wyścigu Pokoju wystawiałem go w oknie. Kumple czekając na pociąg mogli kibicować. Bufet i piwo obok. Dobre czasy były. Zegarkami się handlowało…. A teraz sam widzisz. W nocy, pijacy, narkomani tu przychodzą. Endriu, bierzesz dragi?
– Nie
– Ja czasem, jak są, to do nich wyjdę….

dopowiada Stefan dwuznacznie.

Teraz został tu sam. Ma rower i psa dla którego ulubioną zabawą jest kręcenie łapami rowerowego koła. Pies ma też zaciętego psiego wroga z którym walczy przy każdej nadarzającej się okazji. Stefan w zasadzie mieszka w dworcowej kwaterze  tylko w weekendy. W tygodniu ociepla budynki w okolicznych miejscowościach. Dziś co prawda jest środa, ale jak to w tym fachu bywa, akurat trafił mu się murarski poniedziałek, a później człowiekowi też coś ważnego mogło wypaść…

Podczas całej rozmowy przewija się wątek kartki papieru, którą Stefan trzyma w ręku. Kartka jest czynszową fakturą, a kwota na którą opiewa wywołuje u Stefana wielkie emocje. Denerwuje się:

-Za co tyle kasy?

Takich miejsc, jak ten opuszczony i zapomniany dworzec na skraju miasta jest coraz mniej. Warto je zobaczyć, zanim przyjedzie walec i wyrówna. Jeśli traficie tutaj i spotkacie Stefana, to pozdrówcie go, proszę, ode mnie.   

 

Etykiety (tagi) :