jablka-350

Było wczesne popołudnie 6 czerwca 2013. Na terenie warszawskiej  Spójni składaliśmy sprzęt po zakończonym tutaj właśnie ostatnim z biegów tegorocznej edycji Grand Prix Żoliborza. Pogoda zawodnikom sprzyjała, jednak tuż po ceremonii nagradzania zwycięzców nad Warszawę nadciągać zaczęły w zawrotnym tempie ołowiane chmury. Przewidując ulewę w pośpiechu kończyliśmy pracę. Moja żona Asia, która przyjechała tu na rowerze, teraz mając nadzieję, że zdąży dojechać przed nawałnicą do najbliższej stacji metra, ruszyła pędem w kierunku Placu Wilsona.

Lunęło w kilka minut później. Schroniliśmy się w samochodach, śledząc zza szyb rozwój sytuacji. Ulewa po krótkiej chwili przerodziła się w gradobicie. Z nieba sypnęło gradem wielkości grochu. W obawie o lakier Paweł wjechał swoją Picassą pod konary drzew. Podobnie uczynił  Sylwester, ale i tu kawałki lodu z łoskotem waliły w blachy karoserii.Wkrótce cały teren Spójni pokrył się białą warstwą lodowych kulek. Coraz bardziej niepokoiłem się o Asię. Czy zdążyła schronić się w metrze? Szanse miała niewielkie, ale może jednak… Jazda na rowerze w tych warunkach nie wchodziła w grę…

Po kilkunastu minutach grad z wolna zaczął ustępować powtórnej ulewie. Nic tu już po nas. Wracamy do domów. Po drodze omijamy zalane ulice i podtopione samochody, widzimy ludzi stłoczonych na ławeczkach zalanych wiat autobusowych. Paweł zostawia mnie przy metrze. Niewielka odległość, jaka dzieli mnie od auta do zejścia na peron wystarcza, abym i ja przemókł niemal do ostatniej nitki.

Asię zastaję już w domu. Wróciła chwilę przede mną.  Jest wyziębiona i kompletnie przemoczona. Grad dopadł ją, zanim zdążyła dotrzeć do metra. Na szczęście chwilę później zauważył ją przejeżdżający obok Darek i w jego samochodzie przeczekała największą nawałnicę. Suszymy się, przebieramy, aby po chwili rozsiąść się wygodnie na kanapie z kubkami gorącej herbaty w dłoniach. Włączam telewizor. W serwisach informacyjnych dramaturgię niedawnych zdarzeń potęgują głodni sensacji telewizyjni dziennikarze. W tej sytuacji nie muszą się z resztą specjalnie wysilać. Było naprawdę groźnie, a skutki nawałnicy są i będą dla wielu dotkliwe jeszcze przez wiele dni. Dla nas szczęśliwie skończyło się na chwilowych emocjach, przez moment będziemy bardziej doceniać domowe pielesze, a zapewne już po kilku dniach obraz dzisiejszej nawałnicy zajmie w naszej pamięci miejsce zarezerwowane dla wydarzeń określanych mianem „ubiegłorocznego śniegu”.

***

Październik 2013. Dojeżdżam do Grójca. Wiosną robiłem tu na potrzeby panoram sferycznych 360º zdjęcia kwitnących sadów , teraz powtórzę sadowniczą sesję w czasie zbioru jabłek.  Na Rynku czeka już na mnie Mariusz. Razem jedziemy do znajomych sadowników. Sympatyczne małżeństwo, właściciele pokaźnego sadu zapraszają nas do domu na kawę. Przy stole, podczas rozmowy wypytuję o kulisy sadowniczej profesji, pytam o tegoroczny urodzaj. Gospodarze z chęcią odpowiadają na kolejne pytania. Są pełni optymizmu i życiowej energii. Z okien salonu roztacza się sielski widok na wielohektarowy sad pełen równych rzędów jabłoni uginających się pod ciężarem dorodnych jabłek. A jednak już po chwili przekonuję się, że i tu sprawdza się przysłowie, które mówi, że nie wszystko złoto co się świeci….. Pytanie o zbiory przywołuje u Gospodarzy wspomnienie wydarzeń z 6 czerwca. Nawałnica, która tego dnia przeszła nad Warszawą nie oszczędziła też części podgrójeckich sadów. Grad uderzał w dopiero co zawiązane owoce przez równe 20 minut. Niemal wszystkie jabłka, które teraz tak pięknie malowały się w widoku za oknem salonu, w rzeczywistości naznaczone były skazami po uderzeniach wiosennego gradu, a to zdyskwalifikowało je z obrotu w handlu detalicznym. Teraz pozostaje jedynie sprzedaż na cele przetwórcze, a to wiąże się ze spadkiem ich wartości do ok. 1/5 ceny zdrowych jabłek. Taka cena nie daje jednak sadownikom gwarancji pokrycia kosztów całorocznej produkcji.

Dla moich sympatycznych Gospodarzy te czerwcowe 20 minut, choć spędzili je w swoim przytulnym salonie z widokiem na sad zapewne nigdy nie zatrze się w pamięci. A i mnie teraz nie tak łatwo będzie już zapomnieć.

PS Podczas ostatniego pobytu w sadzie moim celem nie było dokumentowanie szkód wyrządzonych przez nawałnicę, dlatego na zdjęciach jabłek nie widać skaz i śladów po uderzeniach gradu. Starałem się fotografować te jabłka, które grad oszczędził, dodatkowo usuwając niedoskonałości w procesie postprodukcji. O skali szkód świadczyć mogą natomiast zdjęcia na których widać jabłka leżące na ziemi. W pierwszej kolejności zbierane są zdrowe jabłka, a uszkodzone pozostawiane chwilowo na ziemi zbierane będą później.

Realizacja sesji na zlecenie Stowarzyszenia Signovum i Starostwa Powiatowego w Grójcu.

jablka-289

jablka-294

jablka-299

jablka-306

jablka-310

jablka-313

jablka-318

jablka-320

jablka-325

jablka-329

jablka-333

jablka-336

jablka-338

jablka-367

jablka-403

Etykiety (tagi) :
 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Oprócz Nazwy i Adresu E-mail możesz podać jeszcze swoje OpenID,
wtedy Twój komentarz pojawi się tutaj natychmiast po wysłaniu:

OpenID

Jest to otwarty standard uwierzytelniania internetowej tożsamości. Pozwala zweryfikować, że dany adres e-mail bądź adres strony internetowej rzeczywiście należy do osoby, która się nim w danej chwili posługuje. Uwierzytelnienia dokonuje serwer, na którym prowadzone jest konto OpenID użytkownika. Może to być konto w serwisie Google, blog na Bloggerze (Blogspocie) bądź Wordpressie, konto Yahoo, Flickr lub dowolny inny dostawca usługi OpenID.
Komentarz ze zweryfikowanym OpenID pojawi się na blogu natychmiast po wysłaniu. W przeciwnym wypadku może zdarzyć się tak, że trafi do kolejki moderatora oczekując na publikację.

Zamknij